Dobre i polskie

Australijski chardonnay czy austriacki riesling? A może pachnący gruszką riesling z winnicy Hiki? Albo musujący Gajus z niedalekiego Gaju? Polskie wina coraz częściej trafiają do naszych kieliszków. I są coraz lepsze.

 

Polskie wino? Niestety na takie dictum wielu osobom nadal na myśl przychodzą potraktowane sporą dawką siarki wina owocowe, których opróżnione butelki ozdabiają okolice kameralnie położonych ławek czy murków. Tymczasem w Polsce mamy już około 1000 winnic. Jak na razie niewiele z nich produkuje wino, które trafia na sklepową półkę.

 

Jednym z problemów polskich winiarzy jest duża zmienność klimatyczna. – Wzrost średnich temperatur w ciągu ostatniej dekady nie przełożył się na lepsze warunki do uprawy winorośli. Wręcz przeciwnie, stają się one trudne i bardziej chimeryczne – tłumaczy Wojciech Bosak, który uczestniczył w zakładaniu niejednej polskiej winnicy. – Do tego sięgamy po niesprawdzające się w danym siedlisku odmiany, tylko dlatego, że dana odmiana nam smakuje. Ciągle eksperymentujemy też na etapie samej produkcji. Koszty podnosi jej niewielka skala, sen z powiek winiarzom spędzają skomplikowane przepisy. I mimo że jakość wina rośnie bardzo szybko, nadal zarządzanie winnicami, umiejętność ekonomicznego zbalansowania jest jeszcze w powijakach. Płacimy frycowe za naszą niewiedzę i to, że jesteśmy pionierami – kwituje Bosak. Te i wiele innych czynników przekładają się na cenę polskiego wina. Jego butelka rzadko kosztuje w sklepie mniej niż 50 zł. Nie bez powodu.

 

Drogie hobby

Podczas konferencji odbywającej się w ramach Małopolskiej Jesieni Enologicznej Wojciech Bosak na podstawie szeregu danych pokazał, że w winnicę o powierzchni 2,5 ha trzeba zainwestować około 1 mln zł, a koszt wytworzenia w niej butelki wina to minimum 16 zł netto. – Załóżmy, że winiarz chce sprzedać wino za 28 zł. Do tego trzeba dodać marżę pośrednika (około 14 zł) i podatek. Wino osiąga cenę 50 zł i nikt nie zarabia na nim kokosów – wyjaśnia Bosak. Lepiej jest przy sprzedaży bezpośredniej: winiarz ma większy zysk, a wino jest tańsze. To dlatego wraz z produkcją wina rośnie turystyka winiarska – w winnicy łatwiej jest sprzedać trunek, co zresztą potwierdzają sami winiarze. W Austrii mniej więcej połowa win znajduje nabywcę w ten właśnie sposób.

 

– Od pół wieku winiarstwo choruje na nadprodukcję. Co roku nie sprzedaje się 5–10 proc. wina. Oznacza to, że nie brakuje dobrych win, które można kupić za grosze – tłumaczy Bosak i dodaje, że spora część przedsięwzięć winiarskich to bardziej kwestia  stylu życia niż biznesu. – Kiedy rozmawiam z winiarzami często okazuje się, że robią to, bo lubią. Mimo nieopłacalności nie chcą rezygnować z produkcji win. Czasem jest to misja, czasem kontynuowanie rodzinnych tradycji, czasem po prostu hobby – kontynuuje.

 

– Liczę, że kiedy jako staruszek będę wygrzewał się w słońcu nad jeziorem, przy którym położona jest nasza winnica, ktoś szepnie mi, że nasza inwestycja właśnie się zwróciła – żartuje Grzegorz Turnau, którego kuzyn założył pod Szczecinem jedną z największych polskich winnic. Wina Turnau szturmem wdarły się na polski rynek, zdobywając od razu nagrody w winiarskich konkursach.

 

W Polsce sprzedaż wina to trudne zadanie. Pijemy go zaledwie 3,5 l rocznie. Drudzy w europejskim rankingu Litwini wypijają średnio 8 litrów. Na dodatek sięgamy po wina tanie: butelki kosztujące powyżej 30 zł to zaledwie 5 proc. rynku. Tym trudniej sprzedać jest stosunkowo drogie polskie wina.

 

Sadzimy winorośle

– Mijający rok napawa mnie optymizmem. Przybyło winnic zarejestrowanych w Agencji Rynku Rolnego, co oznacza, że niebawem ich wina pojawią się w sprzedaży. Przybywa też samych winnic. Ponadto, mimo słabego 2014 roku, sporo win utrzymało poziom. Cieszą eksperymentatorzy, którzy działają poza głównym ruchem, np. ci, którzy produkują wina metodą gruzińską, bądź wina pomarańczowe (wino białe macerowane dłużej na skórkach – przyp. red.) – wymienia Mariusz Kapczyński z Vinisfery.

 

Gdzie więc polskiego wina spróbować? Można pójść choćby do Klimatów Południa, gdzie co tydzień otwierana jest inna butelka polskiego wina, zamówić kieliszek do posiłku w Białej Róży czy przyjrzeć się ofercie BARaWINO przy ul. Mostowej. Warto też szukać degustacji czy spotkań z polskimi winiarzami w sklepach i winebarach. Przygodę z polskim winem najlepiej jest zacząć od przejrzenia wyników ostatnich winiarskich konkursów (towarzyszącego krakowskiemu ENOEXPO, tego odbywającego się Zielonej Górze oraz Galicja Vitis). Jeżeli macie więcej czasu, wybierzcie się na jakąś winiarską imprezę, podczas której w jednym miejscu będziecie mogli spróbować win od kilku producentów.

 

Polskie wina pasują do tradycyjnej kuchni. – Nasze białe wina zazwyczaj są lekkie, o wysokiej kwasowości i o ograniczonym profilu zapachowym. Świetnie przy tym łączą się z wieprzowiną, daniami opartymi na polskich kiszonkach czy polskimi serami – tłumaczy Tomasz Prange-Barczyński z Magazynu Wino. – Uczmy się też tego, by z winami oswajać się podczas jedzenia, kiedy to kwasowość wina zrównoważona jest przez potrawy. Pamiętajmy też o tym, żeby wino podawać do posiłku, a nie po nim, i dobierajmy wino do tego, co jemy. Nawet najwspanialsze wytrawne wino nie będzie nam smakowało po bardzo słodkim deserze. Łatwo się przez złe połączenie niepotrzebnie zrazić do wina – wyjaśnia sommelierka Monika Bielka-Vescovi, która jako szefowa Stowarzyszenia Kobiety i Wino organizuje szereg ciekawych imprez winiarskich, na których świetnie poczują się nawet kompletni winni laicy.



Magda Wójcik







Zapisz się do naszego newslettera




©2015 What's Up Magazine - wszelkie prawa zastrzeżone

What's Up?

Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco.